piątek, 26 maja 2017

Jakie piwko na lato? Okocim!

Nadchodzi sezon letni, czas grillowania i siedzenia po nocach na balkonie bądź ogródku plotkując do wschodu słońca, z tym kojarzy mi się lato, oczywiście wszelkie rozmowy były  toczone przy alkoholach mocniejszych, bądź słabszych takich jak piwo.

Piwo, piwu nierówne...

Dokładnie, marek piw mamy wiele,każe na swój sposób wyjątkowe, a dziś chciałabym opowiedzieć wam o piwie Okocim, które dzięki portalowi Streetcom miałam okazje przetestować, to już moja druga przygoda ambasadorska z tym portalem.
 To co cenię sobie u nich, to jest OPAKOWANIE ,w którym zostają przysyłane rzeczy do testowania, są to piękne, przynajmiej dla mnie, paczki dopracowane w najmniejszym szczególe.
 Do testowania dostałam ,20 piw Okocim, byłam w szoku gdy odpakowałam pudełko, a tam cała krata piwa ,którym od razu się podzieliłam z najbliższą rodziną, z którą akurat spędzałam czas.


Dlaczego akurat Okocim?

Ponieważ, kampania opiera się na haśle "Warzymy tylko z 3 składników"
Naturalnie, smacznie i "zdrowo",piwo bez żadnych konserwantów i wzmacniaczy smaku, których niestety w obecnych czasach jest pełno, a którego staramy się unikać.
 Osobiście nie jestem piwoszem i należę do osób ze słabą głową (co czasami jest arcyzabawne), ciężko znaleźć mi piwo, które pogodzi się z mymi kubkami smakowymi, Okocim Jasne było strzałem w dziesiątkę, weszło gładko i miło zaszumiało w głowie, mi oraz wszystkim poczęstowanym Okocim przypadło do gustu.

Szczerze?
Okocim jasne jest jednym z piw, które lubię. Zawsze ta marka kojarzyła mi się z mocnym i gorzkim smakiem piwa, po które bym nie sięgnęła nigdy, a jednak dzięki tej kampanii się przekonałam, że czasem pozory bardzo mylą.
Jeśli chciałbyś się dowiedzieć trochę więcej to zapraszam do zapoznania się z ULOTKĄ

piątek, 19 maja 2017

Zapudełkowana - Kim jestem?

Zgodnie z zapowiedziami, blog staje się bardziej life stylowy, a ja staram się pisać częściej.
                                                                                                      Kim jestem?
Nazywam się Paulina, mam 24  lata i pochodzę z Gdańska, od urodzenia choruję na Zespół Freemana-Sheldona (Plus Osteoporoza i możliwe, że kilka innych towarzyszących chorób też :P), jestem jednym z 80 przypadków zdiagnozowanych do roku 2002 w całej Europie (Łał, mogę czuć się wyjątkowa!), obecnych danych znaleźć nie mogę, ale i tak spostrzegłam, że zachorowalność na tą chorobę wzrosła, mimo to nadal jesteśmy rzadkim przypadkiem, co skutkuje czasem absurdalnymi sytuacjami u lekarzy.

„-Dzień dobry, na co Pani choruje?
-Dobry, na zespół Freemana-Sheldona
-Ooo, pierwszy słyszę, może mi Pani powiedzieć na czym to polega? Albo napisać nazwę na kartce bym mógł sobie to potem wygooglować?”
O tak, gdy słyszę to, flaki się we mnie przekręcają, ale po trochu takie sytuacje rozumiem, skoro byłam prawdopodobnie 1 z 3 przypadków na całą Polskę (To też są dane sprzed paru lat), jednak trzeba zauważyć, że młodzi lekarze już wiedzą co to za przypadek, ostatnia wizyta na usg kolana mile mnie tym zaskoczyła, ponieważ młodemu Panu lekarzowi nie musiałam już mówić co i jak J



No dobrze, ale czym jest ten zespół Freeman-Sheldon?
Ponieważ nie jestem lekarzem,  muszę posiłkować się wiedzą z internetu, jednak znalazłam bardzo ciekawy link, w którym wszystko jest opisane, zaprzaszam TU
Mój przypadek?
Największe problemy mam z nogami, resztę ciała można powiedzieć, że choroba mi w miarę darowała.
Poruszam się za pomocą wózka inwalidzkiego, jednak po domu chodzę, ze względu na to iż moje nogi były końsko-szpotawe po urodzeniu, przez co musiałam przejść wiele operacji ,są nieco zdeformowane niż normalne i nie posiadam pełnej władzy nad nimi (Niedowład Kończyn dolnych)

Moje ręce najmniej chyba oberwały ze wszystkiego, teoretycznie mam je sprawne, jednak choroba też odbiła na nich swój ślad ,który odbija się na moim okropnym piśmie (I tak dobrze, że piszę! Długo musiałam się tego uczuć). Mam też problemy z szybkim pisaniem, zawsze piszę wolniej, w szkole podstawowej pisali za mnie nauczyciele, dopiero w gimnazjum udało mi się wyćwiczyć szybsze pisanie ,tak że już nadążałam za klasą, jednak jeśli tempo jest zbyt szybkie gubie wątek i przestaje pisać (Potem spisuje od kogoś notatki na spokojnie)
Twarz jest chyba ostatnim najistotniejszym elementem mojej układanki, na szczęście jakoś tego nie widać, ale ja przez tyle lat zdążyłam to wychaczyć. Posiadam lekką dysmorfię twarzy, a opadające powieki to moje małe katharsis, ponieważ przez to wyglądam czasem jak naćpana/ bądź znudzona, co zniechęca niektórych rozmówców.
Na dzień dzisiejszy chyba mam najwięcej problemów z jamą usta, podniebienie mam zniekształcone, a buzi za bardzo nie mogę otworzyć, co niestety skutkuje moim małym seplenieniem, oddychaniem (Oddycham przez usta, a nie nos, czego kiedyś usilnie próbowano mnie oduczyć)
Moją największą zmorą są zęby, które szybko się psują przez to ,że nie mam możliwości dokładnego ich wymycia a w ustach przez większość czasu zalega mi ślina, no i oczywiście za bardzo lubię słodkie.
Tyle przynudzania o mej chorobie, wybaczcie, jednak czuje, że byłam wam winna trochę wyjaśnień.
                                                                                                                                      Mój punkt życiowy w którym obecnie się znajduję.
Obecnie stoję na progu dorosłości i samodzielnego życia.
Mój start w samodzielność zaczął się okropnie i nikomu tego nie życzę.
Niecałe 11 miesięcy temu odeszła moja mama- która uczyła mnie życia, nie rozczulając się nad moją niepełnosprawnością (I dobrze!). Chorowała na raka, od zdiagnozowania aż do momentu końca wszystkiego minęło ok. 10 miesięcy, to był bardzo trudny okres dla mnie i mego rodzeństwa, robiłam wszystko co mogłam by dać mamie jak najlepszą opiekę ze swej strony.
 Po jej odejściu minęło niecałe 5 miesięcy  ,gdy byłam zmuszona opuścić dom rodzinny i stałam się osobą bezdomną, od tej pory tułam się po znajomych i rodzinie i jakoś to leci.
Tak, są chwile ,że mam napady stanu depresyjnego, czasem muszę nieźle się nagimnastykować w umyśle by rano wstać, czasem się zastanawiam jaki to ma sens? (Trudno mi się o tym pisze, powiedzieć już bym nie potrafiła)
Jednak w takich chwilach, najważniejsze jest to by mieć zajęcie, możesz rzygać, ale musisz coś robić bo inaczej zwariujesz.

Na chwilę obecną, mogę powiedzieć, że życie zaczyna mi się układać, a najgorsze mam za sobą(chyba), pozytywnie patrzę w przyszłość chociaż wiem, że jeszcze sporo pracy mnie będzie czekało, aż wszystko się zupełnie unormuje.



środa, 10 maja 2017

Zapudełkowana Testuje!

Po powrocie z moich wyjazdów, czekały na mnie dwie paczki, dziś omówimy jedną z nich.


W internecie jest parę stron na których można dostać produkty do testowania, w zamian za opinię o tym co dostaniemy. Dziś na tapecie paczka ze strony Everydayme.
To jest moja trzecia Kampania z tego portalu i jak dla mnie jest on jednym z najbardziej rzetelnych w jakich jestem zarejestrowana.
Żeby zostać ambasadorką jakiegoś produktu należy się zgłosić w czasie zapisów, wypełnić krótką ankietę no i oczywiście uzasadnić CZEMU AKURAT TY..
Oczywiście gdy zostaniesz wybrana, poza paczką pełną dóbr masz pewien zakres obowiązków takich jak: Przeprowadzenie rozmów z znajomymi o testowanym produkcie, pisanie raportów i wypełnianie ankiet, robienie zdjęć.
Brzmi ciężko?
Wcale nie! To jest bardzo przyjemna praca jak i przygoda. Dzięki rozprzestrzenianiu informacji o marce możemy zacieśnić naszą przyjaźń bądź poznać nowe, interesujące osoby, brzmi to może nieco zabawnie, ale mówię jak jest, sama nigdy nie sądziłam, że moje stosunki z znajomą się polepszą gdy podaruje jej darmową próbkę proszku :)

Co w środku?


Tym razem do testowania dostałam kapsułki do prania Vizir :)
Pudełko zawierało:
-1 opakowanie kapsułek Vizir (Dla mnie)
-20 Próbek do rozdania znajomym i przyjaciołom
-15 Ulotek na temat kapsułek
-Przewodnik Projektu
-Książeczkę z ankietami
-List powitalny z Projektu

Co sądzę o kapsułkach?

Ogólnie sama forma kapsułek jest dla mnie bardzo dobrym pomysłem, gdy się mieszka na wynajmowanym pokoju, każda ilość miejsca jest na wagę złota (Przynajmniej dla mnie), nie trzeba bawić się w proszki i chodzenie z nimi, wzięcie samej kapsułki jest dużo poręczniejsze.
Kapsułkę wrzuca się do pralki, potem się wrzuca pranie, pach! Zamykamy pralkę, włączamy i pranie się robi, a my w między czasie możemy sobie pomalować paznokcie. :)
Kapsułka Vizira sama w sobie pachnie przepięknie, a po pierwszym praniu z tym produktem zapach przeniósł się na moje ciuchy, które aż prosiły by je nałożyć na następny dzień.
Tak więc z całego serca polecam! Intensywny zapach i czyste pranie gwarantowane!





sobota, 6 maja 2017

Największy festiwal fantastyki w Polsce. Pyrkon 2017.

Dawno, dawno temu...

Czyli jakiś tydzień temu miałam wielką przyjemność odwiedzić po raz drugi w swym życiu Festiwal Fantastyki Pyrkon, a dziś po raz pierwszy ośmielę się o nim napisać słów kilka.

Pyrkon 2017

Impreza ta odbyła się 28-30 kwietnia w Poznaniu.
Ja ze względu na prywatne sprawy do Poznania zawitałam już 25 kwietnia, między innymi dlatego tym razem nie skorzystałam z dostępnych do spania /Sleeproomów na festiwalu, które mieściły się w halach Międzynarodowych Targów Poznańskich zresztą tak jak i reszta festiwalu, która odbywała się na pozostałym terenie MTP.
W tym miejscu bardzo chciałabym polecić Hostel Willa Głogowska, mimo, że dojazd na Targi zabierał nam ok 30 minut przy dobrych wiatrach, to obsługa była naprawdę super, plus to, że posiadali pokój przystosowany do osób niepełnosprawnych.
Ceny też mają dobre, ponieważ za 5 dni zapłaciłam zaledwie 325zł

Wracając do tematu...

W tym roku nie oficjalnie Pyrkon odwiedziło aż 50 000 uczestników. (Niestety, na oficjalne dane trzeba jeszcze poczekać)
W porównaniu do poprzedniego roku impreza według mnie wypadła znacznie lepiej, mimo ,że ie nocowałam na terenie imprezy zauważyłam, że przeniesienie Sleeproomów do innych hal wyszło na dobre, wydawało mi się, że było więcej ludzi i nie trzeba było przytulać się do nieznajomych, chociaż na tak specyficznej imprezie raczej mało komu by to przeszkadzało.
 Kolejną zmianą na plus można uznać Kolejkon, został bardzo szybko rozładowany w tym roku, ponieważ już o godzinie 12 nie było tłumów ludzi pod MTP, a bywały czasy ,że Kolejkony utrzymywały się do godziny 16, jak nie dłużej.
Jeszcze na plus imprezy według mnie wpłynęła nowa opcja festiwalu, czyli tak zwany "Dostępny Pyrkon", polega na tym, że opiekun osoby niepelnosprawnej na imprezę wchodzi za darmo, czyli jak się jest chytrusem to można podzielić koszta biletu na pół i zaoszczędzić 40zł! Jednak opiekun nie mógł się oddalić od podopiecznego, niby logiczne, ale w niektórych momentach upierdliwe.

Co w tym takiego fajnego?

Często słyszę to pytanie od bliskich, czy znajomych, którzy nie pojawiają się na tego typu imprezach.
Co jest fajnego w spaniu na ziemi wokół obcych ludzi? Co jest fajnego w tak masowych imprezach?

Szczerze?
Nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale powiem jedno i może często powtarzające się słowo: KLIMAT
Jeżdżąc na takie imprezy czuję się częściowo wolna, nie muszę się przejmować tym co inni powiedzą na moje dziwne hobby, ba! Znajdą się tacy co i podzielają je, te charakterystyczne okrzyki typu "Zaraz będzie ciemno!", na które odpowiadają automatycznie setki osób: "Zamknij się!", bądź spontaniczne zabawy i pochody.
Wiele osób też swobodnie może się przebrać za postać z ulubionej gry/bajki/ serialu czy też filmu, często własnoręcznie tworząc dany strój, co dla mnie też jest formą sztuki, no bo nie oszukujmy się nie każdy w tych czasach ma ochotę przysiąść do maszyny czy też robić burzę mózgu, który material będzie lepszy do danego elementu stroju.
Niektórzy nad swymi strojami spędzają wiele czasu by ubrać je tylko na festiwalu, a w zamian może liczyć na atencję innych uczestników, im więcej pracy włożysz, tym bardziej doceniony zostaniesz, a to naprawdę miłe uczucie gdy obcy proszą cię o zdjęcie czy rozmawiają z tobą o twej pracy.
Ja w tym roku też przygotowałam strój, jednak poświęcę mu osobny post, zdjęcie będzie na końcu notki.

Czego żaluję?

Jak co roku, po konwencie pojawia się moralny kac.
Tak jest i w moim przypadku, jak co roku przeklinam swój strach i nieśmiałość, mimo ,że otaczało mnie tylu fajnych ludzi żałuję, że nie potrafiłam nawiązać nowych znajomości, że z nikim nie usiadłam przy piwie i nie gadałam o duperelach.
Typowo jak na mnie byłam obserwatorem, który z nie wiadomego powodu bał się porwać całkowicie wirowi zabawy, jednak wiem, że muszę nad tym pracować bo w tym roku udowodniłam sama sobie, że jak chcę to potrafię.
Co potrafię?
Chodzi o to, że drugim powodem, przez który byłam zazwyczaj zła na siebie po takich imprezach to brak zdjęć, kompletny brak udokumentowania mej pracy, czy zabawy, jak robiłam już zdjęcia ,to komuś bez mojej obecności na nich, ale tym razem było inaczej.
Mam dość sporo swoich zdjęć i zdjęć z innymi z czego jestem bardzo dumna.
Spróbuję za rok z pewnością walczyć z pozostałymi swymi słabościami, bo piękne wspomnienia trzeba przecież zbierać by w zimowe wieczory móc się do siebie uśmiechnąć gdy siedzi się samemu w czterech ścianach.