sobota, 27 maja 2017

Łyżeczki plastikowe + koc. Czyli jak zrobić coś z niczego?

Strój ,który zachwycił mnóstwo ludzi...

Sama do tej pory nie mogę uwierzyć, w efekt jaki uzyskałam tworząc strój z o dziwo pospolitych rzeczy i kierując się zasadą "Jak najtaniej, ale jak najpiękniej", zazwyczaj te dwie rzeczy nie idą w parze, ale mój strój z Pyrkon'u 2017, pokazał  iż jest to realne.



"To są plastikowe łyżeczki?! Niesamowite!"

Ten zwrot najczęściej słyszałam w rozmowie z ludźmi którzy do mnie podchodzili by robić zdjęcia i chwalić moją pracę, zaś następującym potem pytaniem było: "Jak to zrobiłaś?" Tak wiele ludzi pytało o to, że postanowiłam napisać post, w którym postaram się opisać jak najdokładniej cały proces twórczy tego stroju, by móc zainspirować także innych.

Skąd wzięłam pomysł?

Uważam, że geneza jest zawsze najważniejsza, dlatego najpierw napiszę skąd się wytrzasnął pomysł u mnie na syrenkę.
Po pierwsze:
Jestem osobą, która porusza się na wózku, przede wszystkim chciałam z nim skomponować swój strój, bardzo długo wymyślałam co mogłabym stworzyć, aż w końcu wpadłam na ten oczywisty pomysł, syrenka na powierzchni :)
Po drugie:
Bardzo lubię na YouTube oglądać Tutoriale make-up, z okazji Halloween pewna  vlog-erką stworzyła serię filmików właśnie z tej okazji, gdy zobaczyłam jej makijaż mrocznej syreny wiedziałam już jakiego stroju pragnę. Tutaj jest ten Tutek, ogólnie bardzo polecam jej kanał, ma wiele ciekawych kreacji :)

"Ogranicza nas tylko wyobraźnia"

Dokładnie tak, gdy zaczęłam myśleć o czym z czego wykonać ogon, pojawił się pierwszy wielki mur do pokonania, ponieważ nie mam funduszy ,ani DOŚWIADCZENIA.
Ogon najpierw chciałam robić z silikonu, jednak po rozmowie z bratem wspólnie doszliśmy to porozumienia, że to za droga zabawa, za bardzo brudzi i łatwo może mi się nie udać.
Wtedy poczułam w sobie jeszcze większą motywację i przyrzekłam sobie samej: "Nie wiem jak, ale zrobię ten durny ogon!"
Jako uparty osioł, zaczełam przeszukiwać internety szukając pomysłu, w końcu zrezygnowana napisałam do koleżanki z większym doświadczeniem o mojego prosząc o pomoc, powiedziała ,że poszuka i chyba już następnego dnia została podesłana mi podpowiedź.
Łyżeczki plastikowe.

 Nie musiałam się długo zastanawiać, już wiedziałam ,że to będzie to.
Za 1000 szt. łyżek plastikowych zapłaciłam ok. 65 zł, plus kupiłam w KiKu najtańszy koc jaki znalazłam, za całe 10 zł. Plus lutownica ok. 20 zł.
Teraz podzielę się z wami ważnym spostrzeżeniem.
Jeśli chcesz bawić się w obrabianie łyżek plastikowych zainwestuj w palnik, bądź miej pod ręką kuchenkę gazową na której na bieżąco będziesz mógł podgrzewać nóż, pracę wykonujemy na świeżym powietrzu bądź otwartym szeroko oknie by się nie zatruć. 
Dlaczego kuchenka bądź palnik?
Ponieważ, moja lutownica po obrobieniu 400 szt. łyżeczek sama się roztopiła, wiem tanie to i liche, niestety nie był to czas by wyposażyć się w droższą  lutownicę, poza tym praca przy kuchence idzie duużo szybciej.
Jak obrabiamy łyżeczki?
Przede wszystkim ucinamy rękojeści po czym na górze łyżeczek wytapiamy dziurki, ja robiłam to śrubokrętem, ważne jest by zwrócić uwagę na to by dziurki nie miały na brzegach strzępów plastiku, ponieważ nitka będzie się o nie zahaczać i plątać się.(Ile ja nerwów straciłam przez takie sytuacje...)

Następnie łyżki lakierowałam już na podstawowy kolor, tu jak wiadomo trzeba uważać by nie uwalić wszystkiego wokół, dlatego polecam rozmieścić  główki łyżek na folii malarskiej.

Następnie z koca musiałam zrobić podstawe ogona, dobrze być  przy tym wygimnastykowany , bądź mieć kogoś KTO SIĘ ZNA na spinaniu materiału, ja poprosiłam siostrę, tak mi spieła, że musiałam wszystko rozwalić i spinać samodzielnie, jednak doceniam jej chęci.

Po spięciu pierwotnie ogona musiałam ścigać się z papugą ,która wyjmowała mi szpilki z koca, i wyciąć nadmiar materiału, gdy uznałam ,że wszystko jest wycięte tak jak trzeba zaczęłam proces zszywania ręcznie, zajęło mi to może z 2 godzinki, po czym odwróciłam koc na prawą stronę, tym samym uzyskując efekt jak na zdjęciu poniżej.


Następnie zabrałam się za robienie płetwy, do której wykorzystałam karimatę zrobioną z pianki Eva, koszt bodajże 30 zł.
Na karimacie narysowałam kształt, po czym go wycięłam, by następnie go odrysować i wyciąć raz jeszcze, a na koniec z resztek karimaty powycinałam zgrubienia na płetwę i przykleiłam je, po wyschnięciu płetwa została pokryta kilkoma warstwami wikolu rozcieńczonego nieco w wodzie.
Po co?
By pianka po kontakcie z lakierem nie rozpuściła się i by zakryć pojawiające się na niej pory, które nadawały nieestetycznego wyglądu płetwie.
Po zabezpieczeniu płetwę pomalowaliśmy kilkoma warstwami lakieru.


Po przygotowaniu płetwy, nadszedł czas na połączenie tych dwóch elementów ze sobą, najpierw nałożyłam ogon na siebie po czym przyłożyłam stopy do płetwy w miejscu gdzie miało być łączenie, obrysowałam stóp kształt, by następnie w środku wysmarować go grubą warstwą wikolu po czym wstępnie przykleiłam do niego wstępnie ogon, po wyschnięciu, ostrożnie płetwę przyszyłam do koca, tak by mieć pewność, że te dwa elementy się nie rozłączą.

Następnym i zarazem najgorszym krokiem, było naszywanie łusek (Zajęło mi to 8 dni), to jest etap na który musimy poświęcić najwięcej cierpliwości, dobrze jest puścić sobie w międzyczasie film/muzykę/ czy zaprosić rozgadaną znajomą. Jestem mega cierpliwą osobą, ale pod koniec przeżyłam załamanie psychiczne, spowodowane zbyt intensywnym myśleniem nad pewną sprawą w czasie szycia, dlatego jeszcze raz polecam zająć czymś myśli. Aha i mogę obiecać ci, że gdy skończysz nie spojrzysz na łyżki jako na materiał przez baaardzo długi czas. Dowiesz się czym jest czysta nienawiść do łyżeczki plastikowej.





Na zdjęciach widać poszczególne etapy z naszywania.
Pamiętajcie by wypchać ogon niepotrzebnymi materiałami/ciuchami, ponieważ w czasie wyjmowania z pewnością się okaże ,że nitką zaczepiłać o część materiału i  musisz go obciąć by nie wycinać swej ciężkiej pracy..
Łyżki przy samej płetwie najgorzej się naszywało, im wyżej się szło, tym  łatwiej to szło, albo po prostu rutyna zrobiła swoje.
Gdy skończyłam naszywanie, przyszedł czas na końcowe malowanie z cieniowaniem, oczywiście to robimy już na dworzu.

Gdy skończyłam ten główny etap, reszta pracy poszła w miarę szybko, na górę z powodu mojego brzuszka musiałam dać koszulkę, która miała zakryć me niedoskonałości, pierwotnie miała być to hiszpanka pod barwę ogona, jednak nie mogłam znaleźć nadającej się koszulki, a czasu na uszycie hiszpanki nie miałam, coś musiało nade mną czuwać ponieważ w sklepie C&A znalazłam za grosze bluzkę, która idealnie wpasowała się w klimat stroju.
Uszy wraz z makijażem zleciłam dziewczynie, która zajmuje się charakteryzacją, niestety stwierdziłam iż, na wykonanie uszu nie mam funduszy i zamówienie wyjdzie mnie taniej, z makijażem było tak samo, tylko z tym, że ja sama nie umiałabym się ŁADNIE pomalować./
Perukę zamówiłam, ze strony WiguWiguWigu ,którą polecam całym sercem, to jest moją druga tak dobra peruka w  życiu, iż się jej nie pozbędę, a współpraca przebiegła szybko i sprawnie ,co sobie cenię. Peruka jest gęsta i super się układa.
Koronę zaś dostałam w prezencie od znajomej.



Ostatnim elementem stroju, stał się trójząb, zrobiony na podstawie zabawkowych widełek diabełka dla dzieci, za pomocą kleju na gorąco umieściłam na nim muszle, które oddała mi moja przyjaciółka.


Pierwotnie rękojeść miała być srebrna, ale po wrzuceniu posta na FB okazało się, ze efekt jest mierny, więc zaczęłam kombinować jak ulepszyć mą pracę, w końcu wpadłam na pomysł i zakupiłam sznurek po czym owinęłam nim rękojeść broni dokładnie, wplatając przy tym zielone gałązki sztucznej roślinki, dzięki czemu broń wyglądała dużo efektowniej niż wcześniej.
Cała praca, w wolnych chwilach zajęła mi ok. 2 miesięcy.
Czy warto było?
Oczywiście! Czeka  mnie trochę poprawek w ogonie i chętnie za rok jeszcze raz się w nim pokażę, poza tym chce przygotować kolejny równie dobry strój, jednak jeszcze jestem na etapie wymyślania co to może być.
Jeśli chcesz w przyszłości na bieżąco obserwować moje pracę nad jakimś strojem to zapraszam:
Mój FB: Zapudełkowana Tsu
Insta: tsukierek

33 komentarze:

  1. Proste pomysły często dają najlepsze efekty, a zwykle najtrudniej na nie wpaść :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj. To znowu ja, bo nie wiem czy dostałaś na FB wiadomość. Zainspirowałaś mnie kochana, sama jestem niepełnosprawna i nie wiedziałam jak ubrać się na pyrkon, w tym roku mnie nie było ale będę w następnym roku! Mam nadzieję, że spotkamy się i zrobimy sobie focie :) ! Na FB napisałam ci jaki chciałam strój zrobić :D pozdrawiam mój blog jakby co to - lomcia.hol.es

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pomysł, a wykonanie jeszcze lepsze! To niesamowite co zrobiłaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurcze, nieźle, masz talent, ja niestety mam dwie lewe ręce do robienia czegoś sama i choć często próbuje, to rzadko mi wychodzi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeba próbować dalej :) Mi za każdym razem też się nie udaje :P

      Usuń
  5. No powiem Ci, że to jest bardzo pomysłowe. Kreatywnośc na 6+.

    OdpowiedzUsuń
  6. O respect, duzo pracy wlozylas ale efekt niesamowity. Gratuluje :D

    OdpowiedzUsuń
  7. o rajusiu, ale dałaś czadu z tym ogonem... w życiu bym nie wpadła na to że to z łyżeczek... no szacun i ukłon za cierpliwość, ja bym rzuciła w cholerę już po 2 godzinach :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Absolutny szacun,ogrom pracy,ale efekt wart każdej chwili,bo wyglądałaś zjawiskowo.Gdybys miała kiedyś problem jak coś uszyć,skroić napisze na fb-pomoge 😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, warto było tyle pracować, a co do szycia to zapamiętam! Bo, możliwe, że niedługo nie będę miała problemów z dostępem do swej maszyny :)

      Usuń
  9. Również jestem pod wrażeniem :) Wysoko postawiłaś poprzeczkę - co za rok? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za rok? Brak pomysłów narazie ;C Szukam inspiracji...

      Usuń
  10. Wow piękne!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow! Ile to czasu i cierpliwości musiało pochłonąć, ale naprawdę niesamowicie wygląda!

    OdpowiedzUsuń
  12. Fantastyczny pomysł i świetne wykonanie! Jestem pod ogromnym wrażeniem! Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  13. Znakomity pomysl! Uwielbiam wszystkie DIY, ten ogon syreni jest przepiękny!
    http://altealeszczynska.blog

    OdpowiedzUsuń
  14. Super! Podziwiam za pmomysł i cierpliwość w realizacji!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mega wyczesany strój! Jestem pod wrażeniem ogromu pracy i efektów.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wow! Jestem pod wrażeniem! Piękny strój i ile pracy musiałaś w to włożyć, szacun :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Niesamowicie mnie zainspirowałaś! Już planuję cały syreni strój dzięki Tobie, bo do tej pory bawiłam się tylko w syrenie makijaże :D Zużyłaś wszystkie łyżeczki? Może ich trochę zostało, albo brakło?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zapomniałam napisać i o tym, łyżeczek mi zostało, zużyte zostało ok 600szt. ok 50szt. umarło w czasie obrabiania, a reszte mam, jednak muszę je jeszcza podoszywać bo jak widać na zdjęciach przy brzuchu ich trochę brakło, bo nie wiedziałam w którym momencie skończyć z nimi :) To jest do poprawki, ale narazie muszę odpocząć od tych łyżek.

      Usuń
  18. Witaj! Wyglądasz świetnie, i powiem Ci że nie wiem czy ja byłabym taka odważna jak Ty pokazując się w takim stroju. Dużo pracy w niego włożyłaś, podziwiam Cię za to. Pozdrawiam cieplutko♥

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo podziwiam Twoją pracowitość i wytrwałość! Strój jest po prostu fantastyczny!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow, któż by się spodziewał że z takich małych łyżeczek plastikowych można zrobić cały syreni ogon :)

    OdpowiedzUsuń