wtorek, 18 lipca 2017

Wakacje - Jak radzę sobie z podróżami na wózku inwalidzkim?

Wakacje nastały, a z nimi okres do wyjazdów, mimo iż w tym roku niestety nigdzie nie jest dane mi wyjechać, ale mogę zdradzić jak sobie radzę z podróżami, niektórzy z was wiedzą, że gdy tylko mogę gdzieś pojechać robię to bez wahania :)

Post jest trochę informacyjny i może natchnie kogoś poruszającego się na wózku do opracowania własnych technik podróży, pamiętajmy, że każda niepełnosprawność jest inna, a ja piszę z perspektywy swojego nosa.

Dużo osób z którymi rozmawiam jest w szoku gdy w czasie rozmowy, stwierdzę tonem oczywistym, że pojechałam sama do Wrocławia czy Poznania z wielką walizką, plecakiem i torebką i twierdzę, że nie było to dla mnie najmniejszym problemem.



Czym jeżdżę?

Pociąg, PKS, Polski Bus, Auto to najczęstsze środki lokomocji ,które wybieram do podróży.
  W obecnych czasach na szczęście spotykam się z coraz większymi dostosowaniami dla niepełnosprawnych, jednak nauczyłam się nigdy nie nastawiać na nie, najgorszą opcją jest pociąg ze starym składem, który ma przedziały, jednak wielce mi to nie przeszkadza, jednak zdaje sobie iż to jest uciążliwe dla mych współpasażerów, jeśli jacyś znajdą się w przedziale ze mną.
O co chodzi z tym problemem?
O to iż mój wózek posiada jedynie opcje zdjęcia kół, więc go nie złożę, na półkę w przedziale nie wsadzę z powodu bezpieczeństwa mojego i innych (wózek może spaść z półki), więc wkładam go na ziemię w przedziale i nie ma miejsca na nogi.
Ostatnio mój rozłożony rydwan spędził całą drogę na końcu wagonu, na przejściu z wagonu do wagonu zgodnie z zaleceniem konduktora, ludzie musieli przechodząc robić przez niego duży krok.
Na szczęście już takie pociągi to rzadkość i teraz większość jest przystosowana w większym lub mniejszym stopniu, wagony bezprzedziałowe są poezją, a pociągi w których można spędzić podróż na wózku to luksus. Zazwyczaj i tak zostawiam wózek na początku wagonu i przesiadam się na swe miejsce.


"Ale ja Pani nie wezmę! To się nie zmieści!"

Tak, nie raz się spotykałam z takim zwrotem akcji, gdy kierowca pks'u zorientował się, że twój wózek nie składa się szablonowo, tu trzeba być spokojnym i osobiście wsadzić swój rydwan do bagażnika, pamiętajcie ,że jak się popieści to zmieści. 
Po za tym jestem taką osobą, że nie odpuszczam łatwo i jak mam czymś jechać to jadę, ale przede wszystkim należy pamiętać o kulturze i nie przybieraniu postawy roszczeniowej bo wtedy tym bardziej można zniechęcić innych do siebie i nocować na dworcu (dzięki bogu nigdy mi się to nie zdarzyło)

Najlepsza pomoc? Nie pomagaj.

Takim mottem się kieruję przy podróżach, często ludzie widząc mnie samą na wózku z wielką walizą i torbami stara mi się pomóc, ja to doceniam jednak mam własny wypracowany system i czyjaś pomoc zazwyczaj mi zaszkodzi niż pomoże, podobnie we wsiadaniu do środków lokomocji lub wysiadaniu, ludzie mnie łapią, pchają i trzymają ,mimo iż wyraźnie mówię ,że nie chcę pomocy, tu nie chodzi o honor czy moją godność, po prosto jeśli ktoś przykładowo łapie mnie i ciągnie ku górze moje mięśnie nie pracują prawidłowo i zwyczajnie nie utrzymam się na nogach i upadnę wraz z osobą, która usiłuje mi pomóc.
To nie znaczy, że nigdy nie proszę o pomoc, proszę o nią gdy faktycznie jest to niezbędne bym wykonała jakiś ruch, a przez to ,że jestem wyćwiczona robię to rzadko.Jestem trochę typem Zosi samosi, przez co czasem w czasie podróży potrafię się pokłócić z moim towarzyszem, ale to już mój charakter.

Ja sama i trzy bagaże.

Tak, zawsze staram się ograniczyć mój dobytek do sztuk trzech z czego jedną sztuką jest torebka, drugą plecak, a trzecią wielka walizka.
Ta walizka najbardziej szokuje obcych...
Co lepsze na podróżowanie z walizką, wypracowałam przez kilka lat, zazwyczaj było tak iż ktoś ciągnął mi tą walizkę i wypominał mi co ja ze sobą zabrałam i na co mi to, było mi strasznie przykro z tego powodu, więc postanowiłam stać się niezależna i w tym temacie.
Zaczęłam dokładnie analizować budowę swego wózka i szybko sobie uświadomiłam jakie łatwe było rozwiązanie! Rączka była idealnym zaczepem na walizkę! Potem dobrałam walizkę z 4 kółkami, które kręciły się wokół i od tego czasu pakuję co chcę i mam gdzieś gadanie innych, bo dźwigam to wszystko sama, a raczej ciągnę jak przyczepkę, plecak na plecy, torebkę przez ramię i heja! Świat stoi otworem!

Dla osób chcących zastosować się do tej rady, chce powiedzieć iż bierzcie pod uwagę to jacy silni jesteście, bo naładować walizkę i nie dać rady z nią pojechać jest bez sensu, ja swoją siłę w rękach mam i naprawdę walizka może być bardzo ciężka, ale słabsi niech pamiętają o rozsądku.
Po drugie cofanie z tak podłączoną walizką jest ciężkie, więc najlepiej stawać tak by uniknąć cofania, bądź mieć możliwość swobodnego zakręcania.
Po trzecie, z tak zamontowaną walizką pamiętajcie, że łuk skrętu robi się znacznie większy i w jedną stronę jest gorzej skręcać, jeśli zbyt ostro skręcisz, walizka może przekręcić się na bok, a ustawienie jej poprawnie do przyjemnych nie należy.

Jedź z osobą towarzyszącą! Będzie taniej!

Nie musisz brać opiekuna jedynie do pomocy czy towarzystwa, weź opiekuna dla zniżki  :)
Ale najpierw powiem może o zniżkach jakie przysługują w PKP oraz PKS :)
Osoby ON z stopniem znacznym:
-49%  ulgi w pociągach osobowych i PKS w komunikacji zwykłej
-37%  w pozostałych pociągach PKP i PKS
-78% ulgi na trasie szkoła - dom, dom- szkoła, tyczy się to dzieci i młodzieży niepełnosprawnej, ich rodziców a także opiekunów.
Osoby Niewidome:
- 37% ulgi w 2 klasie pociągach PKP oraz autobusach PKP

Opiekun lub przewodnik musi być osobą pełnoletnią.
Dla osoby Niewidomej przewodnikiem może być osoba ,która ukończyła 13 lat, bądź pies przewodnik.

Ulga dla opiekuna:
- 95% ulgi w pociągach PKP i autobusach PKS

Więc jak to działa?
Ja mam bilet za 30 zł, a osoba mi towarzysząca dajmy na to, że 2 zł, sumujemy, a potem dzielimy i każdy zadowolony ponieważ wychodzi to 16 zł za bilet :) Czyż to nie cudowne?
Często szukam znajomych do przejazdu, ponieważ w takim układzie tak czy siak obie strony korzystają :)

Mam nadzieję, że ten post się komuś przyda, a tymczasem chciałabym życzyć wam udanych wakacji, a sama udaje do ciężkiej pracy w przygotowywaniu się do pracy marzeń!
Zdjęcia są z Torunia do którego wyskoczyłam w zeszła niedzielę by uczcić ostatni wolny weekend ,aż do pażdziernika :)





sobota, 24 czerwca 2017

Top 7 Zapudełkowanej

Grzebiąc w internecie, często się natykałam swego czasu na tworzone przez różnych ludzi topki różnych miejsc, posiłków czy ludzi.
Jako ,iż jestem osobą kreatywną co słyszę na każdym kroku i wychodzi mi w każdym teście, chcę wam z każdym postem przybliżyć swoją osobę, co lubię, a czego nie, byśmy się w przyszłości lepiej rozumieli.
Nie martwcie się w lipcu postaram się już więcej pisać o życiu w punktu widzenia ON. Teraz po prostu nadal trwa małe urwanie głowy z powodu nowej drogi życia. I wierzcie mi, mam wyrzuty sumienia, że momentami piszę o dupie Maryni, ale staram się pisać!

Dziś chcę przedstawić wam ,dosyć ważną sferę mojego życia, czyli miejsca w internecie w których często buszuję. Kolejność nie ma znaczenia :) Mam nadzieję, że wam się coś spodoba.

TOP 7 INTERNETY


Jak część z was wie, pochodzę z Gdańska, ten portal jest codziennie odwiedzany przeze mnie, dzięki temu wiem o ważniejszych rzeczach, które dzieją się  u nas, wchodzę też na ogłoszenia  i często przeglądam sekcję Oddam za darmo, ponieważ czasem można wychaczyć tam perełki, albo po prostu zaglądam w artykuły by w trakcie gówno burzy w komentarzach zjeść popcorn i poprawić sobie nastrój.

2. OLX.pl

To miejsce też przeglądam głównie w poszukiwaniu różnych rzeczy zwanych przeze mnie perełkami, lub po prostu potrzebnych mi do życia, jednak baaardzo rzadko coś tu kupuję.


Kotu to młody fotograf, poznałam go w grze sieciowej, a jako ,że jest miłym chłopakiem zaczeliśmy się dzielić informacjami o naszych hobby i okazało  się, że Kotu jest fotografem, a zdjęcia które zrobił niedawno będąc w Norwegii powaliły mnie na kolana, uwielbiam jego zdjęcia krajobrazów oraz resztę  twórczości :)




4. KajuArt

KajuArt to młoda graficzka, nasza znajomość w sumie zaczeła się gdy ocaliłam lalkę z serii Monster High i postanowiłam ją odnowić i stworzyć na nowo.
Wykonała mi piękny re-paint, czym się głównie ostatnimi czasy zajmuje, jednak tworzy także przepiękne grafiki od siebie i na zamówienie, współpraca z nią jest idealna. Czuje, że jeszcze nie raz dostanie ode mnie zlecenie na coś :)


                           


5. YouTube
Co to za miejsce, nie muszę tłumaczyć, najlepsza strona do szukania filmików z tutorialami, muzyki czy głupich  odmóżdżających filmików z zwierzakami. Ulubionych kanałów nie mam, ale obserwuje np. HowToBasic, Pyta.pl

6. Strony Testerskie
Jak wiecie, czasem dostaję różne produkty do przetestowania, jednak nie miałabym ich gdyby nie moja systematyczna praca, nie ma dnia bez odwiedzić stron takich jak: Streetcom, TestMeToo, Everydayme i sprawdzanie czy nie ma nowych ankiet bądź akcji do których się chcę głosić.

7. Ciemna Strona Internetu
O tak, dobrowolnie nie wchodźcie tam, bo to często źle się kończy dla psychiki, co dziwniejsze potrafię wejść tam tajemniczymi drzwiami gdy się nudzę i najczęściej przez YT.
Sekcja zwłok ? Dziwne piosenki z kotami? Poród naturalny nad rzeką?
To tylko część dziwnych rzeczy, które odnalazłam w internecie, a wiem, że można wejść głębiej czego już  się boję.



niedziela, 18 czerwca 2017

Post Urodzinowy

Wiecie co?
Nienawidzę rozpoczynać pisać notki, ponieważ początki są najgorsze, w sumie nie tylko pisania, ale dotyczy to również wielu innych zdarzeń, czasem wystarczy niewielki kamyczek by wywołać lawinę.
Dziś kończę 24 lata, masakryczne jest to jak ten czas szybko leci, jeszcze niedawno świętowałam osiemnastkę, a to już całe sześć lat minęło, wiele się zmieniło przez ten okres ,ale chyba największy wpływ na me życie miał ostatni rok, pisałam o tym w pierwszym moim poście na temat mego życia osobistego, dziś chyba pora na ciąg dalszy i na dobre zakończenie.



Jak wiecie nie dawno straciłam najbliższa mi osobę i musiałam opuścić swój dom rodzinny, życie nie układało się zbyt dobrze i mimo wielu chwil w których wątpiłam w to wszystko ,parłam uparcie do przodu. Dziękuję ,za tak wiele wspaniałych słów pod tamtym postem, dodało mi to wielu sił. J
Teraz wróćmy do historii, mieszkałam na pokoju z innymi wynajmującymi.

 W połowie maja, dostałam kilka wieści, które zmieniły na lepsze moje życie i dało mi to dużo nadziei i porządnego  kopa energii.
-Otrzymałam swoje mieszkanie, o które się starałam od jakiegoś czasu, dlatego ostatnimi czasy moja aktywność spadła do zera, byłam zajęta przeprowadzką i szykowaniem sobie mieszkania bym mogła w nim jak najszybciej zamieszkać
-Dostałam się kurs, który pomoże mi odnaleźć pracę, która będzie odpowiadała moim zainteresowaniom ,jak na razie odbyłam dwa spotkania, jednak zapowiada się obiecująco, ponieważ w czasie zajęć poznaję siebie na nowo i odkrywam swoje strony, których nie znałam wcześniej.

Jestem obecnie szczęśliwa, po tylu przeciwnościach wreszcie mam dobry czas i postaram się czerpać z niego jak najwięcej, by  dalej się rozwijać.
Na koniec notki chciałabym życzyć sobie i wam dalszej wytrwałości i anielskiej cierpliwości, a przede wszystkim by nigdy się nie poddawać jeśli coś nie idzie po naszej myśli.


Czuję, że zaczynam nowy etap życia i jestem ciekawa co przyniesie, ale o tym pewnie się przekonam się w przyszłości, ale mam też nadzieję, że mój blog się rozwinie w dobrą stronę 

.

niedziela, 4 czerwca 2017

Zapudełkowana- O moich idolach,

Niedziela,

Najwyższy czas by coś nabazgrać, bo przecież się zobowiązałam pisać częściej i chcę dotrzymać słowa, po za tym pisanie rozwija i im więcej piszemy tym lepiej to robimy!
 Dobra, jasne, koniec ściemy, mimo długiej listy tematów, w tym tygodniu nie miałam nic co mogłabym poruszyć, ani czasu by się porządnie przygotować, więc dziś polecimy trochę na luzaka.

Moi idole 

Uwaga!
Nie mam żadnych idoli.
Nie wiem, nie rozumiem tego zjawiska i chyba już nigdy nie zrozumiem, nie rozumiem zbierania dziwnych rzeczy z daną osobą, paplaniu o niej całymi dniami, kochaniu się w kimś kto nawet nie ma pojęcia ,że istniejesz, nie rozumiem też tego całego szumu wokół gwiazd i osób mocno wybijających się.


Po co?

Doprawdy, nie rozumiem po co ludzie tak się cieszą na wieść o jakiejś sławnej osobie, co w tym jest?
Momentami czuje się jakbym była za jakąś kurtyną zza której nie dociera do mnie część emocji, jednak ważne jest to iż nie neguje fascynacji innych, sama nawet im pomagam wiedząc ,że ktoś kogoś lubi.
Jednym z przykładów była moja kuzynka, która swego czasu miała manie Johnny'ego Depp'a, dla niej obejrzałam wszystkie części Piratów z Karaibów, dla niej łaziłam do sklepu i się pytałam kiedy ściągają reklamę na której był Johnny, żeby ją wziąć dla niej, patrząc z obecnej perspektywy czasu było to arcy śmieszne. Ale nie rozumiałam tego jej zachwytu.

Kolejnym najświeższym przykładem jest mój bratanek, który uwielbia Margaret, na święta jako prezent postawiłam sobie za zadanie zdobyć dla niego autograf od niej.
A musicie wiedzieć, że jak coś postanowię to koniec.
No i poszłam na koncert Margaret z okazji otwarcia Galerii Metropolii w Gdańsku, ba! Wykorzystując mojego retarda pod postacią wózka znalazłam się pod samą scena, koncert fajny, ale nic mnie nie porwało.
Autograf zdobyty.
Gdy młody dostał autograf i dowiedział się, że byłam na koncercie zadał mi jedno pytanie "Jak było?!"
A ja spojrzałam na niego i odpowiedziałam krótko "No... Jak na koncercie"
I tyle, czasami czuje się, naprawdę dziwnie.

O szukaniu własnego idola...

Miałam i ten etap, wiedziałam ,że wszyscy mają jakiś idoli i osoby ,które uwielbiają, tu się chyba odezwał syndrom osoby niepełnosprawnej "Chce być taka jak inni!". Jestem pewna, że każda osoba chora chociaż kilka razy w życiu coś takiego miała, nie da się wykluczyć tego, że jesteśmy inni i chcemy być jak najbardziej "normalni"
Zaczełam więc poszukiwania i swego ideału, no bo przecież jest!
Nie, nie było i nie ma.
Jedyne co znalazłam to aktora, którego polubiłam, ale idolem mym nie został, Christopher Walken. Jeden z fajniejszych aktorów, żałuje ,że tak mało filmów z nim obecnie powstaje. Ale lubiłam go, nie czciłam, nie wiem nawet nic o jego życiu.

Po paru latach, że tak powiem, gdy stałam się  bardziej świadoma otaczającego mnie świata, zdałam sobie sprawę z tego ,że nie ma co na siłę starać się być taką jak inni, szukać swego idola, którego nie ma.
Nie szukajmy niczego na siłę, jeśli  przyjdzie na to czas samo się znajdzie.
Tyle wam mogę powiedzieć, a chce wspomnieć o tym, że w swym życiu spotkałam mnóstwo słynnych i tych mniej ludzi, nadal nie pojmuje tej otoczki wokół nich, dla mnie to zwykli zjadacze chleba tak jak ja, albo ty. Miałam nawet kilka autografów od nich jednak ,nie miały dla mnie one żadnej wartości, były zwykłymi podpisami, które w końcu  wylądowały w śmietniku w czasie porządków.

Jednak jest dużo ważnych ludzi, którzy wpłynęli na to kim jestem obecnie, ale im poświecę osobny post, ponieważ chce przygotować się do tego dobrze  merytorycznie i postarać się nie pominąć nikogo z tych najważniejszych :)

sobota, 27 maja 2017

Łyżeczki plastikowe + koc. Czyli jak zrobić coś z niczego?

Strój ,który zachwycił mnóstwo ludzi...

Sama do tej pory nie mogę uwierzyć, w efekt jaki uzyskałam tworząc strój z o dziwo pospolitych rzeczy i kierując się zasadą "Jak najtaniej, ale jak najpiękniej", zazwyczaj te dwie rzeczy nie idą w parze, ale mój strój z Pyrkon'u 2017, pokazał  iż jest to realne.



"To są plastikowe łyżeczki?! Niesamowite!"

Ten zwrot najczęściej słyszałam w rozmowie z ludźmi którzy do mnie podchodzili by robić zdjęcia i chwalić moją pracę, zaś następującym potem pytaniem było: "Jak to zrobiłaś?" Tak wiele ludzi pytało o to, że postanowiłam napisać post, w którym postaram się opisać jak najdokładniej cały proces twórczy tego stroju, by móc zainspirować także innych.

Skąd wzięłam pomysł?

Uważam, że geneza jest zawsze najważniejsza, dlatego najpierw napiszę skąd się wytrzasnął pomysł u mnie na syrenkę.
Po pierwsze:
Jestem osobą, która porusza się na wózku, przede wszystkim chciałam z nim skomponować swój strój, bardzo długo wymyślałam co mogłabym stworzyć, aż w końcu wpadłam na ten oczywisty pomysł, syrenka na powierzchni :)
Po drugie:
Bardzo lubię na YouTube oglądać Tutoriale make-up, z okazji Halloween pewna  vlog-erką stworzyła serię filmików właśnie z tej okazji, gdy zobaczyłam jej makijaż mrocznej syreny wiedziałam już jakiego stroju pragnę. Tutaj jest ten Tutek, ogólnie bardzo polecam jej kanał, ma wiele ciekawych kreacji :)

"Ogranicza nas tylko wyobraźnia"

Dokładnie tak, gdy zaczęłam myśleć o czym z czego wykonać ogon, pojawił się pierwszy wielki mur do pokonania, ponieważ nie mam funduszy ,ani DOŚWIADCZENIA.
Ogon najpierw chciałam robić z silikonu, jednak po rozmowie z bratem wspólnie doszliśmy to porozumienia, że to za droga zabawa, za bardzo brudzi i łatwo może mi się nie udać.
Wtedy poczułam w sobie jeszcze większą motywację i przyrzekłam sobie samej: "Nie wiem jak, ale zrobię ten durny ogon!"
Jako uparty osioł, zaczełam przeszukiwać internety szukając pomysłu, w końcu zrezygnowana napisałam do koleżanki z większym doświadczeniem o mojego prosząc o pomoc, powiedziała ,że poszuka i chyba już następnego dnia została podesłana mi podpowiedź.
Łyżeczki plastikowe.

 Nie musiałam się długo zastanawiać, już wiedziałam ,że to będzie to.
Za 1000 szt. łyżek plastikowych zapłaciłam ok. 65 zł, plus kupiłam w KiKu najtańszy koc jaki znalazłam, za całe 10 zł. Plus lutownica ok. 20 zł.
Teraz podzielę się z wami ważnym spostrzeżeniem.
Jeśli chcesz bawić się w obrabianie łyżek plastikowych zainwestuj w palnik, bądź miej pod ręką kuchenkę gazową na której na bieżąco będziesz mógł podgrzewać nóż, pracę wykonujemy na świeżym powietrzu bądź otwartym szeroko oknie by się nie zatruć. 
Dlaczego kuchenka bądź palnik?
Ponieważ, moja lutownica po obrobieniu 400 szt. łyżeczek sama się roztopiła, wiem tanie to i liche, niestety nie był to czas by wyposażyć się w droższą  lutownicę, poza tym praca przy kuchence idzie duużo szybciej.
Jak obrabiamy łyżeczki?
Przede wszystkim ucinamy rękojeści po czym na górze łyżeczek wytapiamy dziurki, ja robiłam to śrubokrętem, ważne jest by zwrócić uwagę na to by dziurki nie miały na brzegach strzępów plastiku, ponieważ nitka będzie się o nie zahaczać i plątać się.(Ile ja nerwów straciłam przez takie sytuacje...)

Następnie łyżki lakierowałam już na podstawowy kolor, tu jak wiadomo trzeba uważać by nie uwalić wszystkiego wokół, dlatego polecam rozmieścić  główki łyżek na folii malarskiej.

Następnie z koca musiałam zrobić podstawe ogona, dobrze być  przy tym wygimnastykowany , bądź mieć kogoś KTO SIĘ ZNA na spinaniu materiału, ja poprosiłam siostrę, tak mi spieła, że musiałam wszystko rozwalić i spinać samodzielnie, jednak doceniam jej chęci.

Po spięciu pierwotnie ogona musiałam ścigać się z papugą ,która wyjmowała mi szpilki z koca, i wyciąć nadmiar materiału, gdy uznałam ,że wszystko jest wycięte tak jak trzeba zaczęłam proces zszywania ręcznie, zajęło mi to może z 2 godzinki, po czym odwróciłam koc na prawą stronę, tym samym uzyskując efekt jak na zdjęciu poniżej.


Następnie zabrałam się za robienie płetwy, do której wykorzystałam karimatę zrobioną z pianki Eva, koszt bodajże 30 zł.
Na karimacie narysowałam kształt, po czym go wycięłam, by następnie go odrysować i wyciąć raz jeszcze, a na koniec z resztek karimaty powycinałam zgrubienia na płetwę i przykleiłam je, po wyschnięciu płetwa została pokryta kilkoma warstwami wikolu rozcieńczonego nieco w wodzie.
Po co?
By pianka po kontakcie z lakierem nie rozpuściła się i by zakryć pojawiające się na niej pory, które nadawały nieestetycznego wyglądu płetwie.
Po zabezpieczeniu płetwę pomalowaliśmy kilkoma warstwami lakieru.


Po przygotowaniu płetwy, nadszedł czas na połączenie tych dwóch elementów ze sobą, najpierw nałożyłam ogon na siebie po czym przyłożyłam stopy do płetwy w miejscu gdzie miało być łączenie, obrysowałam stóp kształt, by następnie w środku wysmarować go grubą warstwą wikolu po czym wstępnie przykleiłam do niego wstępnie ogon, po wyschnięciu, ostrożnie płetwę przyszyłam do koca, tak by mieć pewność, że te dwa elementy się nie rozłączą.

Następnym i zarazem najgorszym krokiem, było naszywanie łusek (Zajęło mi to 8 dni), to jest etap na który musimy poświęcić najwięcej cierpliwości, dobrze jest puścić sobie w międzyczasie film/muzykę/ czy zaprosić rozgadaną znajomą. Jestem mega cierpliwą osobą, ale pod koniec przeżyłam załamanie psychiczne, spowodowane zbyt intensywnym myśleniem nad pewną sprawą w czasie szycia, dlatego jeszcze raz polecam zająć czymś myśli. Aha i mogę obiecać ci, że gdy skończysz nie spojrzysz na łyżki jako na materiał przez baaardzo długi czas. Dowiesz się czym jest czysta nienawiść do łyżeczki plastikowej.





Na zdjęciach widać poszczególne etapy z naszywania.
Pamiętajcie by wypchać ogon niepotrzebnymi materiałami/ciuchami, ponieważ w czasie wyjmowania z pewnością się okaże ,że nitką zaczepiłać o część materiału i  musisz go obciąć by nie wycinać swej ciężkiej pracy..
Łyżki przy samej płetwie najgorzej się naszywało, im wyżej się szło, tym  łatwiej to szło, albo po prostu rutyna zrobiła swoje.
Gdy skończyłam naszywanie, przyszedł czas na końcowe malowanie z cieniowaniem, oczywiście to robimy już na dworzu.

Gdy skończyłam ten główny etap, reszta pracy poszła w miarę szybko, na górę z powodu mojego brzuszka musiałam dać koszulkę, która miała zakryć me niedoskonałości, pierwotnie miała być to hiszpanka pod barwę ogona, jednak nie mogłam znaleźć nadającej się koszulki, a czasu na uszycie hiszpanki nie miałam, coś musiało nade mną czuwać ponieważ w sklepie C&A znalazłam za grosze bluzkę, która idealnie wpasowała się w klimat stroju.
Uszy wraz z makijażem zleciłam dziewczynie, która zajmuje się charakteryzacją, niestety stwierdziłam iż, na wykonanie uszu nie mam funduszy i zamówienie wyjdzie mnie taniej, z makijażem było tak samo, tylko z tym, że ja sama nie umiałabym się ŁADNIE pomalować./
Perukę zamówiłam, ze strony WiguWiguWigu ,którą polecam całym sercem, to jest moją druga tak dobra peruka w  życiu, iż się jej nie pozbędę, a współpraca przebiegła szybko i sprawnie ,co sobie cenię. Peruka jest gęsta i super się układa.
Koronę zaś dostałam w prezencie od znajomej.



Ostatnim elementem stroju, stał się trójząb, zrobiony na podstawie zabawkowych widełek diabełka dla dzieci, za pomocą kleju na gorąco umieściłam na nim muszle, które oddała mi moja przyjaciółka.


Pierwotnie rękojeść miała być srebrna, ale po wrzuceniu posta na FB okazało się, ze efekt jest mierny, więc zaczęłam kombinować jak ulepszyć mą pracę, w końcu wpadłam na pomysł i zakupiłam sznurek po czym owinęłam nim rękojeść broni dokładnie, wplatając przy tym zielone gałązki sztucznej roślinki, dzięki czemu broń wyglądała dużo efektowniej niż wcześniej.
Cała praca, w wolnych chwilach zajęła mi ok. 2 miesięcy.
Czy warto było?
Oczywiście! Czeka  mnie trochę poprawek w ogonie i chętnie za rok jeszcze raz się w nim pokażę, poza tym chce przygotować kolejny równie dobry strój, jednak jeszcze jestem na etapie wymyślania co to może być.
Jeśli chcesz w przyszłości na bieżąco obserwować moje pracę nad jakimś strojem to zapraszam:
Mój FB: Zapudełkowana Tsu
Insta: tsukierek

piątek, 26 maja 2017

Jakie piwko na lato? Okocim!

Nadchodzi sezon letni, czas grillowania i siedzenia po nocach na balkonie bądź ogródku plotkując do wschodu słońca, z tym kojarzy mi się lato, oczywiście wszelkie rozmowy były  toczone przy alkoholach mocniejszych, bądź słabszych takich jak piwo.

Piwo, piwu nierówne...

Dokładnie, marek piw mamy wiele,każe na swój sposób wyjątkowe, a dziś chciałabym opowiedzieć wam o piwie Okocim, które dzięki portalowi Streetcom miałam okazje przetestować, to już moja druga przygoda ambasadorska z tym portalem.
 To co cenię sobie u nich, to jest OPAKOWANIE ,w którym zostają przysyłane rzeczy do testowania, są to piękne, przynajmiej dla mnie, paczki dopracowane w najmniejszym szczególe.
 Do testowania dostałam ,20 piw Okocim, byłam w szoku gdy odpakowałam pudełko, a tam cała krata piwa ,którym od razu się podzieliłam z najbliższą rodziną, z którą akurat spędzałam czas.


Dlaczego akurat Okocim?

Ponieważ, kampania opiera się na haśle "Warzymy tylko z 3 składników"
Naturalnie, smacznie i "zdrowo",piwo bez żadnych konserwantów i wzmacniaczy smaku, których niestety w obecnych czasach jest pełno, a którego staramy się unikać.
 Osobiście nie jestem piwoszem i należę do osób ze słabą głową (co czasami jest arcyzabawne), ciężko znaleźć mi piwo, które pogodzi się z mymi kubkami smakowymi, Okocim Jasne było strzałem w dziesiątkę, weszło gładko i miło zaszumiało w głowie, mi oraz wszystkim poczęstowanym Okocim przypadło do gustu.

Szczerze?
Okocim jasne jest jednym z piw, które lubię. Zawsze ta marka kojarzyła mi się z mocnym i gorzkim smakiem piwa, po które bym nie sięgnęła nigdy, a jednak dzięki tej kampanii się przekonałam, że czasem pozory bardzo mylą.
Jeśli chciałbyś się dowiedzieć trochę więcej to zapraszam do zapoznania się z ULOTKĄ

piątek, 19 maja 2017

Zapudełkowana - Kim jestem?

Zgodnie z zapowiedziami, blog staje się bardziej life stylowy, a ja staram się pisać częściej.
                                                                                                      Kim jestem?
Nazywam się Paulina, mam 24  lata i pochodzę z Gdańska, od urodzenia choruję na Zespół Freemana-Sheldona (Plus Osteoporoza i możliwe, że kilka innych towarzyszących chorób też :P), jestem jednym z 80 przypadków zdiagnozowanych do roku 2002 w całej Europie (Łał, mogę czuć się wyjątkowa!), obecnych danych znaleźć nie mogę, ale i tak spostrzegłam, że zachorowalność na tą chorobę wzrosła, mimo to nadal jesteśmy rzadkim przypadkiem, co skutkuje czasem absurdalnymi sytuacjami u lekarzy.

„-Dzień dobry, na co Pani choruje?
-Dobry, na zespół Freemana-Sheldona
-Ooo, pierwszy słyszę, może mi Pani powiedzieć na czym to polega? Albo napisać nazwę na kartce bym mógł sobie to potem wygooglować?”
O tak, gdy słyszę to, flaki się we mnie przekręcają, ale po trochu takie sytuacje rozumiem, skoro byłam prawdopodobnie 1 z 3 przypadków na całą Polskę (To też są dane sprzed paru lat), jednak trzeba zauważyć, że młodzi lekarze już wiedzą co to za przypadek, ostatnia wizyta na usg kolana mile mnie tym zaskoczyła, ponieważ młodemu Panu lekarzowi nie musiałam już mówić co i jak J



No dobrze, ale czym jest ten zespół Freeman-Sheldon?
Ponieważ nie jestem lekarzem,  muszę posiłkować się wiedzą z internetu, jednak znalazłam bardzo ciekawy link, w którym wszystko jest opisane, zaprzaszam TU
Mój przypadek?
Największe problemy mam z nogami, resztę ciała można powiedzieć, że choroba mi w miarę darowała.
Poruszam się za pomocą wózka inwalidzkiego, jednak po domu chodzę, ze względu na to iż moje nogi były końsko-szpotawe po urodzeniu, przez co musiałam przejść wiele operacji ,są nieco zdeformowane niż normalne i nie posiadam pełnej władzy nad nimi (Niedowład Kończyn dolnych)

Moje ręce najmniej chyba oberwały ze wszystkiego, teoretycznie mam je sprawne, jednak choroba też odbiła na nich swój ślad ,który odbija się na moim okropnym piśmie (I tak dobrze, że piszę! Długo musiałam się tego uczuć). Mam też problemy z szybkim pisaniem, zawsze piszę wolniej, w szkole podstawowej pisali za mnie nauczyciele, dopiero w gimnazjum udało mi się wyćwiczyć szybsze pisanie ,tak że już nadążałam za klasą, jednak jeśli tempo jest zbyt szybkie gubie wątek i przestaje pisać (Potem spisuje od kogoś notatki na spokojnie)
Twarz jest chyba ostatnim najistotniejszym elementem mojej układanki, na szczęście jakoś tego nie widać, ale ja przez tyle lat zdążyłam to wychaczyć. Posiadam lekką dysmorfię twarzy, a opadające powieki to moje małe katharsis, ponieważ przez to wyglądam czasem jak naćpana/ bądź znudzona, co zniechęca niektórych rozmówców.
Na dzień dzisiejszy chyba mam najwięcej problemów z jamą usta, podniebienie mam zniekształcone, a buzi za bardzo nie mogę otworzyć, co niestety skutkuje moim małym seplenieniem, oddychaniem (Oddycham przez usta, a nie nos, czego kiedyś usilnie próbowano mnie oduczyć)
Moją największą zmorą są zęby, które szybko się psują przez to ,że nie mam możliwości dokładnego ich wymycia a w ustach przez większość czasu zalega mi ślina, no i oczywiście za bardzo lubię słodkie.
Tyle przynudzania o mej chorobie, wybaczcie, jednak czuje, że byłam wam winna trochę wyjaśnień.
                                                                                                                                      Mój punkt życiowy w którym obecnie się znajduję.
Obecnie stoję na progu dorosłości i samodzielnego życia.
Mój start w samodzielność zaczął się okropnie i nikomu tego nie życzę.
Niecałe 11 miesięcy temu odeszła moja mama- która uczyła mnie życia, nie rozczulając się nad moją niepełnosprawnością (I dobrze!). Chorowała na raka, od zdiagnozowania aż do momentu końca wszystkiego minęło ok. 10 miesięcy, to był bardzo trudny okres dla mnie i mego rodzeństwa, robiłam wszystko co mogłam by dać mamie jak najlepszą opiekę ze swej strony.
 Po jej odejściu minęło niecałe 5 miesięcy  ,gdy byłam zmuszona opuścić dom rodzinny i stałam się osobą bezdomną, od tej pory tułam się po znajomych i rodzinie i jakoś to leci.
Tak, są chwile ,że mam napady stanu depresyjnego, czasem muszę nieźle się nagimnastykować w umyśle by rano wstać, czasem się zastanawiam jaki to ma sens? (Trudno mi się o tym pisze, powiedzieć już bym nie potrafiła)
Jednak w takich chwilach, najważniejsze jest to by mieć zajęcie, możesz rzygać, ale musisz coś robić bo inaczej zwariujesz.

Na chwilę obecną, mogę powiedzieć, że życie zaczyna mi się układać, a najgorsze mam za sobą(chyba), pozytywnie patrzę w przyszłość chociaż wiem, że jeszcze sporo pracy mnie będzie czekało, aż wszystko się zupełnie unormuje.